poniedziałek, 22 grudnia 2014

24.

24.
-Pasuję - szepnęłam do siebie i skierowałam obolałe nogi i ciało w stronę łazienki. Nowiutki, puchaty dywan łaskotał moje stopy i mimowolnie ten proces wytwarzał na ustach lekki uśmiech. Zamyślona, zrzuciłam z siebie bordową koszulę, czarne spodnie i koronkową bieliznę. Wrzucając je do pralki, weszłam pod prysznic, równocześnie zatrzaskując za sobą wspomnienia. Odkręciłam ciepłą wodę i czekając na przyjemność, zamknęłam oczy i uniosłam głowę ku górze. Spływała po mnie fala gorąca, a ja całkowicie poddałam się tej pieszczocie. Krople wody były niczym wspomnienia, które przeżyłam - jedne uporczywie, nie chciały spłynąć z mojego ciała, a inne znikały w ciągu ułamka sekundy. Wzięłam do ręki swój ulubiony żel i delikatnie, okrężnymi ruchami, wmasowywałam go w moje blade i gorące ciało. Nie minęło kilka minut, a przed moimi oczami pojawiła się ciemność.
Siedziałam skulona, a drżącymi rękami kurczowo trzymałam się swoich ramion. Już dawno ktoś, albo najprawdopodobniej ja zakręcił wodę, bo moje ciało było otępiałe, a przede wszystkim lodowate. Oddech miałam płytki, ciężki i raz po raz próbowałam odgarnąć mokre włosy, które kuły moje zaczerwienione oczy. Płakałam. Chociaż nie czułam swoich łez, to i tak byłam pewna, że po policzkach spływa słona substancja, która dawała poczucie chwilowej, wewnętrznej lekkości, ale po jakimś czasie ból i tak wracał. Nie miałam pojęcia jak długo siedziałam w takiej pozycji, ale byłam pewna jednego - chciałam zapomnieć o obrazach pojawiających się w mojej głowie.
   Była połowa września, z drzew zaczęły spadać liście i pojawiły się drażniące i chłodne powiewy wiatru. Przygotowałam się na taką pogodę i opatuliłam szyję swoją ulubioną chustką, która idealnie pasowała do mojej skórzanej kurtki zakupionej na wiosnę. Szłam drogą, którą potrafiłabym przejść z zamkniętymi oczami, wsłuchując się jedynie w ryk silników nadjeżdżających samochodów, by w porę uskoczyć w bok. Lekkie promyki słońca przedzierały się przez cumulusy - Przynajmniej nie będzie padać - szepnęłam do siebie i mimowolnie ugryzłam się w język. Dlaczego ja rozmawiam sama ze sobą? Czuję się jakby w mojej głowie mieszkały dwie postacie i gryzły się ze sobą nawzajem. W sumie jak tak dalej pójdzie to zamkną mnie w jakimś psychiatryku - w sumie mieliby wszyscy spokój, chociaż innym rozwiązaniem byłby zwyczajny psycholog, który przez kilka sesji, pokazywałby mi jakieś plamy po atramencie i kazał mi wyobrażać co widzę. Nieważne...
  I wtedy po raz pierwszy to zobaczyłam. Wspomnienie prawie zmiotło mnie z nóg, całe szczęście przytrzymałam się barierki otaczającej szkołę i cudem uniknęłam pobrudzenia rąk i spodni. Drugą ręką natomiast przytrzymywałam głowę, delikatnie ściskając skroń i masując ją kciukiem. To było okropne. Nawrót nawet najlepszych wspomnień może być szokiem, a ja właśnie takowy przeżyłam. Od tamtego momentu, co jakiś czas mam...jak to nazwać - wizje? Wizję, obraz z przeszłości, który przeszywa moje wnętrze niczym, gdybym duszkiem wypiła substancje żrącą, chociaż to porównanie nie rozpuszczało mi wszystkich narządów, tylko serce - no i trochę płuca, bo ciężko mi się oddychało. Nie potrafię przewidzieć, kiedy ten atak nastąpi, on po prostu przychodzi i robi ze mną co chce, rzuca mnie na pożarcie losowi, który ostatnio mi sprzyjał. Może powinnam się z nim zaprzyjaźnić? Kawka, ciastko, może pozna mnie z jakimś wysokim por ejemplo blondynem?
W sumie w moim umyśle pozostawiono, albo wczepiono dwa wspomnienia, które za nic w świecie nie chcą się wymazać. To trochę jak wino wylane na nowiutką, białą koszulę, która kosztowała trzy czwarte twojego kieszonkowego, a Ty właśnie szedłeś na randkę i chciałeś "walnąć" lampkę na rozluźnienie (dlaczego wino? przecież mężczyźni praktycznie nie piją wina...) . Mianowicie, wspomnienia, których mi nikt nie odbierze kwitną i czekają na reinterpretacje z mojej strony, aczkolwiek byłoby to ciężkie do zrealizowania, ponieważ moje uczucia są stanowczo na wymarciu. Czas je obudzić, ale jak? Wstrzymuję oddech i gorączkowo stukam czerwonymi paznokciami w blat biurka i modlę się do siebie o jakąkolwiek podpowiedź w  pytaniach do mojej osoby. Mogę uciec od tego co widzę, słyszę, ale w życiu nie ucieknę od tego co czuję...- Cholernie za Nim tęsknie - stanowczym tonem powiedziałam na głos i zagryzając wargę, zamknęłam laptopa tak jak próbowałam zamknąć na trzydzieści siedem spustów uczucia do Niego.