poniedziałek, 7 października 2013

14.

14.
To nie jest to samo co kiedyś. Mijały tygodnie,a moja dusza więdła z dnia na dzień. Moje wnętrze usychało z braku jakichkolwiek doznań, jednakże było podtrzymywane przez tlącą się nadzieje prosto z cicho bijącego serca. Byłam przepełniona cierpieniem do czasu historii,której z jednej nienawidzę,a z drugiej chciałabym ją przeżyć jeszcze raz. 
Idąc w stronę łazienki wyprostowałam obolały kręgosłup lekko pojękując. - Powinnam zacząć ćwiczyć. - pomyślałam i równocześnie nacisnęłam klamkę białych,starych drzwi. W środku było niewyobrażalnie gorąco, więc jednym gestem ściągnęłam swoją koronkową koszulę i rzuciłam do prania. Odpinając guzik od spodni zauważyłam wystającą z kieszeni białą i potarganą kartkę. Wiedziałam co tam jest i mocno ścisnęłam ją w pięści. Próbując o tym nie myśleć,zamknęłam oczy i zsunęłam z siebie bieliznę. Dotyk moich lodowatych dłoni przywołał gęsią skórkę,ale równocześnie był w zupełności przyjemny. Ruszyłam pod prysznic i odkręciłam wrzącą wodę. Dzięki niej mogłam stać tak dość długo, jednocześnie rozmyślając o swoim nudnym życiu. Czułam jak języczki wody rozluźniają moje ciało, natomiast ja odchyliłam głowę w tył,pozwalając wodzie otulić moje spragnione i zmęczone ciało.
Znalazłam się w cudownym miejscu,wprawdzie nie wiem gdzie byłam,ale na sam widok,kąciki moich ust zmierzały ku górze. Było jasno,ciepło,a lekki wiatr rozwiewał mi włosy. Przed sobą miałam niecodzienny zachód słońca, pomimo tego,że nad morzem widziałam taki nie raz, to tutaj był o wiele piękniejszy. Chciałam,by ten "sen" trwał jak najdłużej. Czułam się lekka, a moje oczy napawały się jedynie pięknem tego miejsca. Nie widziałam żadnych ludzi,budynków,pojazdów - zupełnie jakby to nigdy nie istniało. Spoglądając w dół ujrzałam czyjeś ślady na podmokniętym piasku, moje nogi były sparaliżowane, więc wzrokiem śledziłam świeże odciski.  W oddali ujrzałam jakąś sylwetkę, która widząc mnie, zaczęła energicznie machać. Kim ona była i dlaczego uśmiechałam się na jej widok? 
Nagle wszystko zaczęło robić się ciemniejsze,rozmazane.Próbowałam krzyczeć,biec,ale usta i nogi odmawiały posłuszeństwa. Widziałam jak obraz niknie, zostawiając mnie samą pośród nicości. Zaczęłam mimowolnie płakać, chociaż nawet o tym nie pomyślałam. Łzy same leciały po policzkach. Leżałam skulona,byłam pochłonięta pustką,brakowało mi czegoś, gdy nagle koło mnie upadło małe,białe piórko,które zasymbolizowało mi nadzieję. Wzięłam je delikatnie w dłonie i uśmiechnęłam się. W tym samym momencie podeszła wysoka osoba,której twarzy nie widziałam. - Chodź ze mną,  ze mną będzie zupełnie inaczej-wyciągnęła w moją stronę dłoń, a ja się zawahałam - czy to będzie właściwa osoba?
Szczerze mówiąc tak już w życiu bywa. Zbyt często i zbyt szybko przywiązujemy się do niewłaściwych osób,a potem cierpimy. Mimowolnie przywiązanie z dnia na dzień staje się silniejsze,nawet nie obrócimy się,a jesteśmy uzależnieni od drugiej osoby. Dlaczego tak jest? Pomimo prób i tak poddajemy się takiemu uczuciu,może to z powodu czystej samotności,którą za wszelką cenę chcemy wyprzeć ze swojego życia?