piątek, 16 sierpnia 2013

11.

11.
Nawet nie wiesz jak to boli,gdy stajesz przed lustrem i widzisz osobę,której nienawidzisz. Nakładasz sztuczny uśmiech na pozbawioną emocji twarz i równocześnie odchylając głowę w tył okłamujesz samego siebie,wmawiając,że dzisiaj będzie lepiej.
-Mam za dużo wad,by ktokolwiek się do mnie przyzwyczaił-głos mojego wnętrza był niewyobrażalnie cichy i niemalże namacalnie bolesny. Jestem dość trudna do zrozumienia i mało komu udało się mnie rozgryźć.
Siedziałam na mokrym piasku otulając się własnymi ramionami,spoglądając w czarne,łagodne morze.Nigdy nie spodziewałam się,że może być tak pięknie,chociaż po krótkim czasie po raz kolejny zatoczyłam koło i znów było jak dawniej. Dlaczego samotność do mnie wraca? Za każdym razem muszę czymś zawinić i kiedy zdaję sobie z tego sprawę,nie ma już odwrotu. Tak bardzo chciałabym się zmienić,ale nie potrafię i to cholernie boli, pozostawia w moim sercu ogromną i wiele znaczącą bliznę,której za nic nie mogę wymazać.
Nagle mnie coś ukuło. Czułam,że dociera do mnie jakieś uczucie,którego nie potrafiłam zdefiniować. - Czym jesteś? - pytałam,aczkolwiek dobrze wiedziałam,że nie dostanę odpowiedzi. Cisza. Zamknęłam oczy i powędrowałam do własnego wnętrza mając pewność, że tam się czegokolwiek dowiem. Mrużąc powieki,delikatnie płynęłam wewnątrz własnego umysłu,a wokół mnie wirowały uczucia,które bardzo dobrze znałam. Rozglądając się zauważyłam namiastkę szczęścia,gdzie leżała zupełnie sama nieopodal marzeń i pragnień. Dużą rolę pełnił smutek i cierpienie,a przede wszystkim samotność,którą mogłam nazwać swoją przyjaciółką,chociaż to była toksyczna przyjaźń - w głębi serca jej nienawidziłam i pragnęłam,aby wyniosła się raz na zawsze. -Jak?- pytałam samej siebie,ale na to również nie potrafiłam odpowiedzieć. Płynęłam po swoim umyśle doszukując się prawdy i jakiejkolwiek odpowiedzi,pomocy.
Wyszłam na deszcz, byłam wolna i tak lekka,że potrafiłabym latać. Zimne krople spływały po całym moim ciele,ale nie czułam chłodu. Uśmiech z mojej twarzy rozpalał całe moje wnętrze i nic nie mogło temu przeszkodzić. Byłam lalką, cholerną lalką bez emocji i uczuć. Nie było mnie, nie było dziewczyny,która miała marzenia,cele i chciała do czegoś dojść. W zamian za to tańczyła kukiełka z doczepianymi węzłami,targana przez los. -Jestem nikim.- słowa dźwięczały mi w głowie tak,że zaczęła ona pulsować. Chwyciłam ją obydwoma dłońmi i uklękłam na ziemi. Ból. Cholernie nienawidziłam,kiedy pojawiał się we mnie. Chciałam krzyczeć,ale nie potrafiłam otworzyć ust. Byłam bezwładna i chaotycznie próbowałam znaleźć jakiekolwiek rozwiązanie,aczkolwiek w moim umyśle panował chaos. Moje oczy spazmatycznie szukały wyjścia,powoli traciłam wzrok i po raz kolejny odpływałam. - Jesteś zbyt słaba,by walczyć, poddaj się - podświadomość nie dawała za wygraną,niemalże próbowała mnie zmusić do wyciągnięcia białej flagi. - Nie mogę,muszę walczyć... - Zacisnęłam mocno zęby i podniosłam się z klęczek, jednakże od razu upadłam, bo przecież - jestem tylko bezwładną kukiełką.