niedziela, 12 maja 2013

7.

7.

-Gubię się...- szepnęłam do samej siebie i odwróciłam się plecami do okna. Nie mogłam dłużej patrzeć na wspomnienia,które powoli i boleśnie mnie zabijały. Czułam,że żyłam w otchłani ciszy, a samotność była moim jedynym przyjacielem. Wtedy nie wierzyłam w nadzieję i miłość. Nawet zapomniałam o szczęściu - dla mnie to wszystko nie istniało. Spojrzałam na fotografię widniejącą nad moim łóżkiem. My. Szliśmy drogą,którą przechodzę niemalże codziennie. Nienawidzę tego zdjęcia,aczkolwiek w pewnym stopniu trzymam go właśnie przez sentyment. W większej mierze powód wiszącego szczęścia jest zupełnie inny. Zaciskam zęby i z bólem wyznaję,że jednak jeszcze coś czuję. Wyobrażam sobie,że idę korytarzem przeszłości. Jest bardzo ciemno i chłodno, a ja stąpam po lodowatych płytkach nie widząc zupełnie nic. Miałam zasłonięte oczy, tak bardzo chciałam je rozwiązać, jednakże coś mnie hamowało,a ręce odmawiały posłuszeństwa. Tułałam się bardzo długi czas, byłam zmęczona i nie miałam pojęcia dokąd mogę dojść. Osunęłam się po ścianie i podkurczając nogi pod siebie, usiadłam na posadzce. Nagle poczułam pewne ciepło,które opatuliło najpierw moją dłoń,a potem serce. Silne,męskie ręce odwiązały mocny supeł,który znajdował się na końcu chustki. Zamrugałam kilkakrotnie, a przede mną ukazał się chłopak,którego bardzo dobrze znałam . Z jednej strony go nienawidziłam,aczkolwiek z drugiej kochałam. - Wiem, przyniosłem Ci dużo bólu, ale nie potrafisz mnie wymazać z pamięci. Codziennie rano,tuż po przebudzeniu o mnie myślisz, gdy mnie widzisz marszczysz brwi i robisz wszystko,bym zniknął. Cały czas mnie unikasz, ale w nocy to własnie przeze mnie nie śpisz. Powiedz mi,dlaczego tak trudno jest Ci zapomnieć? - zrobiło mi się słabo, chciałam użyć mocnego i stanowczego argumentu, ale wtedy zakręciło mi się w głowie, upadłam. Uderzyłam głową o posadzkę i dopiero wtedy,gdy zobaczyłam na podłodze krew,podniosłam wzrok i cicho szepnęłam - Odejdź proszę,ranisz mnie - Przymknęłam oczy i pozwoliłam otulić się głębokim snem.
W nocy długo walczyłam z problemami,które powinnam rozwiązać i zakończyć dawno temu. Po kilku godzinach wędrówki po nicości,zobaczyłam światło. Szłam w jego stronę i z każdą sekundą było mi coraz ciężej.Blask światła palił mi przemęczone oczy, ale nie poddawałam się, wiedziałam,że właśnie tam odnajdę swój cel.Ocknęłam się cała spocona i zdążyłam wybełkotać tylko - Wróć.. - Byłam strasznie słaba i bezsilna,aczkolwiek coś kazało mi patrzeć w czarną przestrzeń. Usłyszałam donośny i znajomy głos, zobaczyłam samą siebie nad swoim łóżkiem - Tak właśnie się stanie, jeżeli nie zapomnisz. On Cię wykończy i zniszczy, a Ty już nigdy nie zasmakujesz szczęścia.

Czy potrafię jeszcze być szczęśliwa mając głęboką i krwawiącą ranę? Muszę z tym walczyć...muszę,chociaż mam świadomość,że mogę przegrać.