środa, 10 kwietnia 2013

5.


5.
Było późno, stałam na wprost drzwi wyjściowych z myślą,że wszystko stracone. Uniosłam do piersi zaciśniętą dłoń . Mocno zamknęłam oczy i czekałam,aż coś się stanie. Poczułam wewnętrzne ciepło,które przybyło znikąd. Dodatkowo przygryzłam wargi,aby przezwyciężyć nadchodzący ból. Nic. Zdumiona,otworzyłam szeroko oczy. Zmiękły mi kolana i opadły ręce, czułam się bezwładna. Dlaczego nic się nie stało? Nie przeszył mnie żaden ból? Poczułam się obojętna i szybko opadłam na łóżko. Nie byłam w stanie nic powiedzieć,jedynie wtuliłam twarz w drobne dłonie. Wyobrażałam to sobie zupełnie inaczej, nie mogłam ustalić dlaczego nie władały mną żadne emocje. To mogę nazwać obojętnością? Czy ktoś zna dokładną definicję tego słowa? Dlaczego tak jest...
-Zbyt łatwo się poddajesz - nagle usłyszałam głos swojego sumienia. Przez kilka minut siedziałam  bez ruchu,a moją głowę przeszywało milion myśli i wspomnień. Czułam się jakby ktoś mnie skanował i zbierał wszystkie chwile,które przywoływały u mnie ból i smutek. W okamgnieniu po policzkach poleciały mi łzy,które kiedyś uważałam za swoją słabość. W większej mierze próbuję nie okazywać emocji nikomu poza sobą. Obróciłam głowę,kładąc ją na poduszce. Nie wiem ile minut czy godzin spędziłam rozmyślając o tym stanie. Uświadomiłam sobie wtedy,że nawet jeżeli kochając pewną osobę , próbujemy być wobec niej obojętni to nas to powoli niszczy i zmienia od środka. 
-Teraz rozumiem jak bardzo się męczyłeś próbując o mnie zapomnieć - szepnęłam, a cisza mimowolnie postawiła stanowczą kropkę. Powinnam to wszystko skreślić i wymazać, ale przezwycięża coś co określam jednym i ogromnym w znaczeniu słowem - nadzieją. 
Bycie obojętną mnie boli, nie łatwiej cofnąć się wstecz i spróbować z zupełnie innej perspektywy?